Rozdział 10-Wielki smutek i małe radości

       .
Z gitarą na plecach wszedłem do głównej sali w domu kultury, gdzie już czekał na mnie pan Piotr z grupą młodzieży. Uśmiechał się do mnie, kiedy zbliżałem się do niego powoli.
-Witam pana Karola.-uścisnął moja wyciągniętą dłoń.-Dobrze cię znowu widzieć na starych śmieciach.-
-Również się cieszę, że tu znowu jestem.-odparłem, uśmiechając się.-Od przeprowadzki jakoś nie miałem czasu wpaść na zajęcia, a brakowało mi ich.-
-Mnie również brakowało najzdolniejszego gitarzysty w grupie.-pan Piotr poklepał mnie po ramieniu.-Siadaj, zaraz ci wyjaśnię na czym będzie polegać twoja praca.-
Usiadłem na krzesełku obok biurka a pan Piotrek włączył czajnik i spojrzał na mnie pytająco.
-Pijesz kawę?-
-Z przyjemnością, poproszę.-odpowiedziałem i ucieszyłem się na myśl o moim ulubionym napoju. Pan Wąsowski nasypał kawę do kubków i usiadł za biurkiem.
-W międzyczasie przedstawię cię naszym podopiecznym.-podniósł głos.-Uwaga, słuchajcie uważnie!-
W sali ustały szmery i rozmowy, młodzież uspokoiła się i nastawiła ucha. Było ich dziesięć osób, pięciu chłopców i pięć dziewczyn w wieku, o ile mogłem ocenić, od dwunastu do piętnastu lat, między nimi siedział również Dawid, mój brat.
-To jest Karol, mój dawny podopieczny.-spokojnie powiedział pan Piotr.-Był najlepszy w swojej grupie, dla tego zaproponowałem mu pomoc w naszych zajęciach.-
Dawid uśmiechał się podczas monologu dorosłego, zadowolony ale też lekko zaskoczony, gdyż nie miałem czasu powiadomić go o tym, że będę instruktorem.
-Starajcie się słuchać go tak jak mnie, a nauczycie się wielu ciekawych rzeczy, w których kolega Karol jest bardzo dobry.-pan Wąsowski mówił spokojnym tonem.-Powiedziałbym nawet, że nie miał sobie równych w swojej grupie.-
Zawstydziłem się po jego wypowiedzi, a Dawid uśmiechnął się szeroko, widząc moje zakłopotanie. Pan Piotr spojrzał na niego i zapytał.
-A cóż tak bawi kolegę Dawida?-
-A, bo, proszę pana, to jest mój brat.-powiedział Dawid, nadal się uśmiechając.
Nauczyciel spojrzał na mnie zaskoczony, potem znowu na Dawida.
-No, faktycznie jesteście nawet podobni.-powiedział.-Jakoś nie przyszło mi to do głowy, chociaż wiedziałem, że macie to samo nazwisko.-
-Ale to niczego nie zmienia, panie Piotrze.-zapewniłem go.-Nie będę traktował brata ulgowo, będzie musiał pracować tak jak wszyscy w grupie.-
-Ani przez chwilę w to nie wątpiłem, Karolu.-pan Piotr był zadowolony.-Znam twoje podejście do tematu i wiem, że wszystkich będziesz traktował jednakowo.-
Czajnik pstryknął, nauczyciel wstał aby zalać kawę. Postawił parujące kubki z aromatycznym napojem na biurku, zasiadł za nim ponownie i zaproponował.
-To może dzisiaj Karol będzie się przyglądał naszym zajęciom, ewentualnie pomoże tym, którzy są tu pierwszy raz.-napił się kawy i odwrócił się w lewo. Sięgnął po swoją gitarę i wyjął ją z pokrowca. Był to piękny, czarny, elektroakustyczny Ibanez z złoconymi symbolami na gryfie i wokół otworu rezonansowego. Sprawdził nastrojenie i przeciągnął palcem po strunach, wydobywając wspaniały dźwięk ze swojego instrumentu.
-Przygotujcie swój sprzęt.-powiedział.-Karol rozda wam pomoce,dzisiaj pouczymy się akordów barowych.-
Podał mi wyjęte z szuflady broszurki z akordami, które rozniosłem po sali i rozdałem każdemu po jednej sztuce. Ostatnią broszurkę dałem siedzącemu na końcu, smutnemu chłopcu w wieku około czternastu lat. Wyciągnął rękę i od razu ją cofnął z podanymi kartkami. Spojrzał na mnie swoim jedynym widocznym spod grzywki okiem, a jego spojrzenie zmroziło mnie. Miał tak niezmiernie smutny wzrok, że zatrzymałem się przed nim i przez chwilę nie mogłem się ruszyć. Wyglądał na kogoś, kto codziennie przeżywa ogromne cierpienie, które odciska piętno bólu na jego twarzy. Stałem przed nim, zszokowany jego spojrzeniem, niemal czując jego ból. Dopiero głos pana Piotra wyrwał mnie z odrętwienia, zawołał mnie do siebie i polecił przygotować swoją gitarę. Usiadłem w niewielkiej odległości od biurka, przodem do grupy i nastroiłem szybko swój instrument.
Pan Piotrek pokazał wszystkim kilka akordów, po czym wszyscy zaczęli próbować je powtarzać. Obserwowałem grupę, odruchowo grając to co wszyscy i od razu wyłapałem kilka osób, które radziły sobie słabiej od reszty. Odłożyłem swój instrument i wszedłem między ćwiczących, aby z bliska zobaczyć jak sobie radzą. Nie mogłem przestać myśleć o smutnym chłopcu, łapałem się na tym, że cały czas spoglądam na niego bez powodu. Miał na sobie czarną bluzę z zbyt długimi rękawami, które zasłaniały jego nadgarstki i sięgały niemal do połowy dłoni, co na pewno utrudniało mu granie. Długa grzywka opadała mu na twarz, przez co nie widziałem jego oczu. Nagle jego struny zabrzęczały niemiłosiernie przez złe dociśnięcie, dzięki czemu miałem pretekst, aby do niego podejść.
-Źle układasz palce.-poinstruowałem go.-Wyprostuj palec wskazujący a resztę palców trzymaj prostopadle do gryfu, wtedy nie będziesz dotykał strun przypadkowo. I podwiń rękawy, bo ci przeszkadzają.-
Podniósł głowę i znowu zmroził mnie swoim spojrzeniem, aż uklęknąłem przed nim i pokazałem mu jak ułożyć prawidłowo palce. Nie mogłem oderwać wzroku od jego twarzy, co wprawiło go w zakłopotanie i natychmiast spuścił głowę a jego grzywka skutecznie zasłoniła mu oczy.
Smutny Dawid

Widziałem już podobne spojrzenie, widywałem je w lustrze, kiedy przeżywałem najgorszy okres swojego życia. I widziałem je także u Dawida, oglądałem je codziennie przez wiele miesięcy. Podniosłem się szybko, nie chcąc go stresować i podszedłem do przypadkowej dziewczyny. Udawałem, że jej pomagam, ale myślami byłem nadal przy smutnym chłopcu. Co takiego go spotkało, że jest taki załamany? Nie wiedziałem, ale postanowiłem się tego dowiedzieć.
Po godzinie ćwiczeń pan Piotr ogłosił dziesięć minut przerwy, więc skorzystałem z okazji i wywołałem Dawida na podwórze. Większość podopiecznych wyszła na dwór, smutny chłopak też wyszedł i usiadł na schodach prowadzących do wejścia. Odciągnąłem brata nieco dalej, na ławeczkę pod ogromną płaczącą wierzbą, rosnącą na placu przed domem kultury. Poczęstowałem go zabranym z domu jego ulubionym batonem z nadzieniem krówkowym i spróbowałem dowiedzieć się czegoś o jego smutnym koledze z grupy.
-Młody, widziałeś tego chłopaka, przy którym klękałem, żeby mu pomóc?-
-No, widziałem go tu już ze dwa razy, jest nowy.-
-Przedstawiał się na pewno na początku, jak ma na imię?-
-Oj, nie usłyszałem, bardzo cicho mówił.-Dawid skrzywił się.-Ale mogę z nim zagadać, jak chcesz.-
-Tylko dyskretnie, nie naciskaj za bardzo i nie spłosz go.-dałem mu drugiego batona, którego na wszelki wypadek wziąłem.-Masz, może podziel się z nim słodkim, będzie łatwiej nawiązać rozmowę.-
-Myślisz o wszystkim, jakbyś przewidywał przyszłość.-uśmiechnął się i skierował się w stronę siedzącego na stopniach chłopaka. Obserwowałem ich, widziałem jak Dawid zagaduje do smutnego bruneta i wyciąga rękę na powitanie. Tamten podniósł powoli głowę i po chwili, z ociąganiem uścisnął wyciągniętą dłoń. Młody uśmiechnął się szeroko i usiadł obok niego, widziałem jak próbuje wciągnąć go w rozmowę ale chłopiec najwyraźniej nie był zbyt rozmowny. Odpowiadał pojedynczymi słowami, krótko i nie patrząc na Dawida. Co chwilę poprawiał rękawy bluzy, obciągając je tak, aby zasłaniały połowę dłoni. Jednak po chwili coraz częściej odwracał się w stronę młodego i widziałem, że rozmawiają bardziej swobodnie. Niestety,przerwa nieubłaganie upływała, po niedługim czasie na podwórze wyszedł pan Wąsowski i zawołał nas do środka. Dawid z nowo poznanym kolegą wstali i powoli zaczęli wspinać się na schodki, a ja szybkim krokiem zbliżyłem się do nich na tyle, żeby słyszeć fragmenty ich rozmowy. Nie zdążyłem usłyszeć zbyt wiele zanim weszliśmy na salę, ale wiedziałem,że mój brat ma nowego kolegę.
-Fajnie, że cię poznałem, przyjaciół nigdy nie jest zbyt wielu.-powiedział Dawid machając wesoło rękoma.
-Nigdy nie miałem żadnego przyjaciela.-głos czarnowłosego był tak cichy, że ledwie go słyszałem.-Cieszę się, że mogę mieć chociaż jednego i że to jesteś ty.-
I to było wszystko co zdążyłem usłyszeć z ich rozmowy, potem weszliśmy do sali i każdy zajął swoje miejsce. Zauważyłem, że Dawid usiadł obok smutnego chłopca, co bardzo mnie ucieszyło. Pan Piotrek wznowił ćwiczenia a ja ponownie zająłem się pomaganiem najsłabiej radzącym sobie z akordami. Tak upłynął pierwszy dzień moich zajęć w roli pomocnika, następne miałem już prowadzić samodzielnie, o czym na koniec poinformował mnie pan Wąsowski. Dawid podszedł do mnie ze swoim nowo poznanym przyjacielem, kiedy pakowałem gitarę do pokrowca.
-Brat, to jest mój nowy kolega i ma na imię tak samo jak ja.-
-Cześć, kolega mojego brata to mój kolega, jestem Karol.-podałem mu rękę, którą uścisnął z ociąganiem. Poczułem, że ma bardzo zimną dłoń.
-Dawid jestem, nieźłe grasz.-powiedział cichutko i znowu spojrzał na mnie swoim jedynym widocznym spod grzywki okiem. Niemal poczułem jego cierpienie, patrząc na jego twarz. Nie było na niej nawet śladu uśmiechu, wyglądał jakby dawno zapomniał jak się uśmiecha. Poczułem nagłą chęć zapytania go o przyczynę jego smutku, ale zapanowałem nad tym.
-Mieszkasz tu gdzieś w okolicy?-zapytałem.-Możemy cię odprowadzić z Dawidem, jak chcesz.-
-Tu zaraz, niedaleko starej szkoły, nie musicie mnie odprowadzać, nie jest daleko.-
-O, fajnie, to mamy po drodze.-ucieszył się młody.-Przejdziemy się z tobą bo my idziemy na przystanek, zaraz za starą szkołą.-
-No dobrze, ale nie musicie.-powiedział bez przekonania, wyraźnie poczułem, że nie do końca odpowiada mu nasza eskorta do domu. Jednak w trójkę wyszliśmy z budynku i udaliśmy się w stronę starej szkoły, która obecnie była przeznaczona do remontu. Smutny Dawid ze strachem spoglądał w stronę ziejącego pustymi oknami budynku i uspokoił się dopiero kiedy minęliśmy bramę. W okolicy stało kilka domków jednorodzinnych oraz nieco dalej wieżowce. Młodszy Dawid wyraźnie kierował się w stronę jednego z domków, ładnie wykończonego, z dużym tarasem i otaczającym go ogrodem, w którym zauważyłem oczko wodne i skalniaki. Nagle pod bramkę podjechał granatowy samochód i wysiadł z niego krępy facet w dresie, z sześciopakiem piwa w ręce. Ciemnowłosy zatrzymał się na chwilę z obawą, ale ruszył w kierunku mężczyzny i bramy.
-Dobrze, dzięki za odprowadzenie, dalej już pójdę sam.-powiedział, odwracając się do nas na sekundę.
-To widzimy się w środę na następnych zajęciach?-zapytał młody z nadzieją w głosie.
-Tak, będę na pewno.-zaczął się odwracać w stronę domu.-Cześć wam.-
-Do środy.-powiedzieliśmy razem z Dawidem.
Patrzyliśmy jak smutny chłopak podchodzi do mężczyzny siłującego się z zamkiem do bramy, ale po chwili odeszliśmy w swoim kierunku. Ostatnie słowa, jakie usłyszeliśmy brzmiały następująco.
-Cześć, tato.-
-No i na chuj się gapisz, otwieraj bramę, chce wjechać.-
Poczułem zimny dreszcz na plecach i zacisnąłem pięści, widziałem, że Dawid zrobił to samo.



****************************************************************************************************



Siedziałem przed laptopem z kubkiem kawy i czekałem na Pawła. Dawid siedział na podłodze i oglądał telewizję. Jak zwykle siedział zbyt blisko, przez co kilka razy musiałem go upominać i straszyć, że podobnie jak ja, będzie musiał nosić okulary lub soczewki. Ale moje uwagi nie działały w planowany sposób, mój wspaniały braciszek po chwili wracał na swoje miejsce, bliżej odbiornika. W końcu machnąłem ręką i zaprzestałem daremnych prób ratowania jego wzroku. Mój telefon zawibrował, dostałem wiadomość od Pawła, że właśnie wysiada z autobusu na dworcu pekaes i za dziesięć minut będzie u mnie. Chciałem jeszcze porozmawiać z bratem, zanim dotrze mój piękny. Właściwie to chciałem mu powiedzieć o nas, tylko nie do końca wiedziałem, jak to zrobić.
-Dawid, możesz mnie przez chwilę posłuchać?-zagadałem.-Dobrze byłoby jakbyś usiadł ze mną na sekundę, mam ci coś ważnego do powiedzenia.-
-Jasne, już idę.-zaczął podnosić się z paneli.
Myślałem intensywnie, jak naświetlić mu całą sytuację między mną i Pawłem. Czy powiedzieć mu prosto w oczy, że jesteśmy razem? Kurwa, od czego zacząć. Złapałem się za głowę. Dla czego to musi być tak kurewsko trudne?
-Nawijaj, stary.-Dawid usiadł obok mnie i patrzył na mnie pytająco. Uspokoiłem się trochę, słysząc jego wesoły ton głosu.
-Pamiętasz sytuację z twoich urodzin, tę z Damianem i Darkiem?-zapytałem na początek.
-Oczywiście, wyglądali tak słodko kiedy się pocałowali.-odpowiedział rozmarzonym głosikiem i zamrugał oczami.
-No więc...-zacząłem.- Co byś powiedział...
-Chcesz mi powiedzieć, że jesteś z Pawłem?-strzelił tym pytaniem w dziesiątkę.
-Młody, przerażasz mnie czasami swoją inteligencją.-pokiwałem głową z ulgą, już nic nie musiałem mówić.-Odgadłeś dokładnie to, co chciałem ci właśnie uroczyście zakomunikować. Co prawda odarłeś to trochę z dreszczyku emocji...-
-No nie żartuj!-przerwał mi i aż wstał z wrażenia.- Na serio jesteście w końcu razem?!-
Zamrugałem i zastanowiłem się nad jego słowami.
-Yyy,jak to "w końcu"?-
-To było moje noworoczne życzenie.-uśmiechnął się delikatnie i nagle rzucił mi się na szyję.-I spełniło się!-
-Zaraz, chyba czegoś nie zrozumiałem.-złapałem go za ramiona i odciągnąłem od siebie.-Mam rozumieć, że twoim noworocznym życzeniem było, żebym był z Pawłem?-
-Tak, bracie.-uśmiechnął się szeroko.-Takie było moje życzenie i spełniło się. Od dawna widziałem jak na siebie patrzycie, mówię ci, iskrzyło między wami jak jasna cholera, aż powietrze gęstniało.-
-Czyli nie masz nic przeciwko temu, ze twój brat spotyka się z chłopakiem?-
-Kurwa, jak mogę mieć coś przeciwko, skoro sam sobie tego życzyłem?-zignorował w tym momencie wszystkie moje uwagi, na temat używania niecenzuralnych słów. Ale nie miałem mu tego za złe. Ponownie rzucił mi się na szyję i uścisnął mocno.
-Nie mogę oddychać...-wykrztusiłem z trudem.-Chcesz mnie zabić przed przyjazdem Pawła?-
-Cieszę się, że jesteście razem.-puścił mnie i uśmiechnął się szczerze.-Zajebiście, no jak się cieszę!-znowu próbował mnie uścisnąć, ale powstrzymałem go.
-Dobra, bo nie dożyję spotkania ze swoim chłopakiem, jak będziesz mnie tak ściskać.-
-Oj oj, jak to słodko brzmi, z chłopakiem.-zatańczył z radości, aż potknął się o własne stopy i klapnął tyłkiem na podłogę.
-No już, spokojnie.-zaśmiałem się.-Za to, że to częściowo twoja zasługa, bo życzenie było twoje, twój starszy brat zezwala ci dzisiaj używać łaciny kuchennej. Jak również zostaniesz poczęstowany dobrym winkiem, ale nie licz na większe ilości.-
-A tam, nie ważne wino, najważniejsze, że wy jesteście razem.-zaklaskał w dłonie.
Ktoś zapukał do drzwi, młody zerwał się na równe nogi i pobiegł otworzyć drzwi, prawie zabijając się na śliskich panelach. Wpuścił gościa do środka i usłyszałem jego radosny krzyk z przedpokoju.
-Cześć, chłopaku mojego brata!-
-Cześć, bracie mojego...chłopaka.-odpowiedział Paweł,wchodząc do pokoju i patrząc na mnie pytająco.
-Powiedziałem mu, i tak się domyślił.-rozłożyłem bezradnie ramiona.
-A...- zaczął mój książę i zamilkł nagle.
-Tak, wszystko jest w porządku, można nawet powiedzieć, że to dzięki Dawidowi jesteśmy razem.-uspokoiłem go.
-Jak to?-oczy Pawła zrobiły się okrągłe, przez co skojarzył mi się z pewną postacią z Death Note.
-To było jego noworoczne życzenie, żebyśmy byli ze sobą.- wyjaśniłem.
Paweł patrzył to na mnie, to na Dawida, nie wiedząc co powiedzieć.
-No chodź tu w końcu i przywitaj się ze mną, jak ze swoim chłopakiem.-wyciągnąłem do niego rękę. Powoli podszedł do mnie i nieśmiało usiadł obok. Przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem w usta. Z początku był zaskoczony i spięty, nie oddał pocałunku, ale po chwili poczułem jak rozchyla wargi i wsuwa języczek w moje usta. Całowaliśmy się tak przez dłuższą chwilę, prawie zapomnieliśmy o Dawidzie, który patrzył na nas jak zaczarowany. Czułem znowu to ciepło w żołądku, które zawsze pojawiało się w obecności mojego cudownego chłopaka. Oderwaliśmy się od siebie z ociąganiem, nadal patrząc sobie w oczy. Widziałem jak bardzo Paweł był zakłopotany, ale też podniecony. Siedział naprzeciwko mnie z lekko uchylonymi ustami, wciąż wilgotnymi po pocałunku.
Nie ruszaliśmy się przez dłuższą chwilę, patrząc sobie w oczy, aż młody przerwał nasze skupienie.
-No kocham was, po prostu cudownie razem wyglądacie.-klasnął w dłonie.- Jeszcze raz, pocałujcie się jeszcze raz!-
-Brat, nie przeginaj-powiedziałem rozbawiony. Ale mój czarnooki książę objął mnie nagle i sam pocałował namiętnie, wywołując u mnie dreszcz rozkoszy, a u Dawida głośne "Jeeeeej". Czułem, że jeszcze sekunda a zrobimy coś, czego mój młodszy brat nie powinien oglądać. Dla tego po chwili oderwałem się od Pawła, z trudem opanowując podniecenie. Pogłaskałem go po policzku i uśmiechnąłem się.
-Jeszcze r...-młody chciał coś powiedzieć, ale przerwałem mu.
-Spokój, wystarczy na razie, panuj nad sobą.-
-No dobra.-mruknął.-Ale słodko wyglądacie, kiedy się całujecie.-
-Może później, teraz mam w planach coś bardziej przyziemnego.-powiedziałem i ostatni raz pogłaskałem Pawła po policzku.-Będziemy piec ciastka, zarobiłem ciasto godzinę temu.
-Czy ja usłyszałem coś o ciastkach?-Paweł nagle się ocknął i zamrugał oczkami. Znałem już jego słabość do wszelkiego rodzaju ciast i ciastek.
-Dokładnie, idziemy teraz do kuchni, rozgrzejemy piekarnik, a wujek Karol zrobi z przygotowanego wcześniej ciasta pyszne, kruche ciasteczka, które następnie spożyjemy do kawy.-
-Kawa o tej godzinie?-zdziwił się mój piękny.
-Przecież jutro sobota.-powiedziałem.-Nie idziemy do szkoły, więc nie musimy iść wcześnie spać. A na noc u mnie chyba jesteś przygotowany.-
-T-tak, jestem.-potwierdził nieśmiało.-Powiedziałem mamie, że zostaję u ciebie na noc i zgodziła się.-
-W takim razie zapraszam do kuchni.-podniosłem się i pociągnąłem go za sobą za rękę.
-Idę z wami!-Dawid poderwał się z podłogi.



******************************************************************************



Wyjąłem ciasto z lodówki i rozwałkowałem je na dość gruby placek, a Paweł, używając szklanki wycinał z niego okrągłe ciasteczka, które następnie układaliśmy na posmarowanej tłuszczem blasze do pieczenia. Wysłałem Dawida do sklepu po gotową polewę, bo nie było czasu na przygotowanie własnej. Ostatni raz posmarowałem ciasteczka leżące na blasze tłuszczem z rozpuszczonym cukrem, aby uzyskać ładny, błyszczący efekt po upieczeniu. Paweł włączył piekarnik i po nagrzaniu go do odpowiedniej temperatury, wstawiłem blachę do środka. W czasie pieczenia mój piękny wstawił wodę na kawę, siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Uwielbiałem siedzieć z nim i paplać na różne tematy, choćby były bezsensowne.

 Kochałem jego śmiech, kiedy powiedziałem coś śmiesznego, jego cudownie białe zęby i delikatnie marszczący się nosek, gdy śmiał się z moich żartów. Kochałem każdy szczegół jego cudownej osoby, mogłem tak siedzieć z nim i zapomnieć o całym świecie. Ten gest, kiedy odgarniał zasłaniającą oczy grzywkę, jego szczupłe, długie palce. Takie drobne detale powodowały, że zapominałem o otaczającej nas rzeczywistości. Kochałem go, tak jak można kochać tylko jedną osobę na świecie.
Zadzwonił jego telefon, to mama sprawdzała czy jesteśmy grzeczni. Zapewniliśmy ją, że nie robimy dzikiej imprezy z ryczącą muzyką i panienkami tańczącymi na stole, więc uspokoiła się. Mama Pawła była wspaniałą kobietą, szczerze mu jej zazdrościłem, mając w pamięci wyczyny swojej własnej matki. Paweł rozłączył się a chwilę później sygnał w piekarniku oznajmił, że ciastka są gotowe. Wstałem i wyłączyłem piekarnik, otworzyłem drzwiczki i wyjąłem blachę za pomocą zwiniętej ściereczki. Ciasteczka prezentowały się idealnie, lekko urosły a ich zewnętrzna powierzchnia błyszczała jak pokryta szkliwem. Ruszyłem z całą blachą do pokoju, gdy nagle poczułem jak Paweł chwyta mnie od tyłu w pasie i przytula się do mnie.
Pocałował mnie w kark i szepnął cicho do mojego ucha.
-Kocham cię, podziwiam cię za to, że potrafisz sobie radzić z tym wszystkim.-oparł policzek o moje plecy.-Zajmujesz się domem, opiekujesz się Dawidem, gotujesz. Jesteś moim ideałem.-

Ponownie pocałował mnie w szyję i puścił mnie. Odwróciłem głowę w jego stronę i pocałowałem go w usta, wciąż trzymając gorącą blachę w rękach.
-Dziękuję, ja ciebie też kocham.-pocałowałem go jeszcze raz.-A teraz chodźmy, bo ta blacha trochę parzy mnie w palce.-
Moje czarnookie kochanie wzięło z szafki talerz i poszliśmy do pokoju. Wrócił Dawid z polewą, którą od razu polałem ciasteczka, a następnie przełożyłem je na przygotowany talerz. Zagotowała się woda, więc zrobienie kawy zleciłem bratu. Po chwili siedzieliśmy przy stole, piliśmy doskonałą kawę z mlekiem i odrobiną rumu, na którą skusił się nie pijący kawy Dawid, oraz podgryzaliśmy kruche ciasteczka w cytrynowej polewie. Było tak cudownie. Rodzinnie. Tak jak powinno być. Było to coś, za czym od lat tęskniłem, a moja tęsknota miała palący kolo czerwieni...

9 komentarzy:

  1. Wiesz co... kiedy czytałem o tym Dawidzie... czułem się tak, jakbym czytał o sobie.... ;o
    serio... Oo
    dobra.. więc tak.. uwielbiam twoje opowiadanie, mam banana na japie teraz <3 hshshshs. xD
    hmmm... co jeszcze.. no nie wiem, dobra, nie spamuje już ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Maćku, twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna ^^

      Usuń
  2. Ahhh nie ma jak to pierwszemu przeczytać to opowiadanie <3
    Zero literówek , idealnie stylistycznie , mega fabuła na prawdę nie można się do niczego doczepić ... Dalej zostawia niedosyt i ciekawość co będzie dalej zwłaszcza z tym maluchem :c Ogółem wiesz , że masz talent do tego co robisz i rób to dalej i oby dalej tak zajebiście <3

    Loczek :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :3 Będę się starał utrzymać poziom :)

      Usuń
  3. heh, no ok ^^. gdyby moje zdanie mialo jakies znaczenie... xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu Karoru ? ;3
    mi się wydaje, że nie ma znaczenia.. geez. nie wiem co napisać w opowiadaniu. w sumie to wiem, ale nie wiem jak... ; c

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, gościu naprawdę masz talent. Uwielbiam twoje opowiadanie, z resztą jak inni tutaj. Kocham cię, rób tak dalej, a może nawet więcej. Trzymam kciuki. Chciałabym usłyszeć za kilka lat o tobie jako pisarzu. Tylko promować takie talenty. Szacun.

    Lana. ;)

    OdpowiedzUsuń