Rozdział 11-Niesamowita pani Klara i altana

Siedziałem na trawie w ogrodzie otaczającym dom Pawła i jego mamy. Dawid nie chciał przyjechać ze mną, wykręcił się spotkaniem z kolegą, nie zdradził mi jednak z którym. Zaczęły się wakacje, coraz więcej czasu spędzaliśmy razem, siedząc w jego ogrodzie lub jeżdżąc na rowerowe wypady poza miasto, gdzie mogliśmy być sami, z daleka od ciekawskich spojrzeń ludzi.
Mama mojego chłopaka polubiła mnie od pierwszego spojrzenia, była bardzo sympatyczną kobietą o pogodnym i wesołym usposobieniu. Mąż zmarł kilka lat temu, przez co sama wychowywała Pawła najlepiej jak umiała. Była wesołą, wiecznie uśmiechniętą kobietą o artystycznej duszy, malowała piękne obrazy realizując swoje fantastyczne wizje nieistniejącego świata. Śpiewała wspaniałym, czystym głosem, chociaż nigdy nie uczyła się śpiewu. Już wiedziałem po kim mój chłopak odziedziczył talent wokalny.
Z domu wyszedł Paweł w samych krótkich spodenkach, niosąc szklanki z zimnym napojem. Patrzyłem chciwie na jego idealne ciało i czułem, że jestem szczęściarzem, mając u boku kogoś tak pięknego i kochającego. Patrzyłem na jego opaloną skórę, opinającą jego szczupłe ramiona, kiedy stawiał szklanki na stoliku ogrodowym.



-Chodź, nie siedź na trawie.-zawołał mnie.-Będziesz miał mokry tyłek, podlewałem rano trawnik.-
-Nie, słońce tak praży, że woda już dawno wyparowała.-powiedziałem ale wstałem i posłusznie poszedłem w stronę stolika. Usiadłem w rozkładanym, ogrodowym fotelu i zdjąłem koszulkę. Czarnowłosy spojrzał na mnie i uśmiechnął się zalotnie.
-Wiesz, chyba zacznę chodzić z tobą na basen. Też chcę mieć takie ciało jak ty.-
-Weź mnie nie zawstydzaj, nie mam jakiegoś super ciała.-odparłem, rumieniąc się.
-No, biorąc pod uwagę to, że jesteś tak samo chudy jak ja, to masz zajebiste mięśnie.-
-Poćwicz sobie w domu, to też daje efekty.-
-Jakoś tak samemu mi się nie chce ćwiczyć, nie mam takiego samozaparcia jak ty.-
-W takim razie zapraszam na basen i na treningi, zrobimy jeszcze z ciebie ciacho.-uśmiechnąłem się szeroko.-Już jesteś niezłym ciachem, ale popracujemy nad twoją muskulaturą.-
Teraz on się zarumienił i zaśmiał nieśmiało.
-Basen chętnie, z treningami może być gorzej, musiałbym mieszkać w mieście. A dojeżdżać na każdy trening to trochę problematyczne.-
-Więc poćwiczymy sobie razem, jak będziesz u mnie, lub gdzieś w terenie.-
-Wolałbym z tobą poćwiczyć coś innego.-znowu uśmiechnął się zalotnie i puścił mi oczko.
-Takie ćwiczenia też będą brane pod uwagę.-wyszczerzyłem do niego zęby. Poczułem nagłą chęć przytulenia się do mojego pięknego chłopaka, niestety nie mogłem tego zrobić wiedząc, że jego mama jest w domu i w każdej chwili może wyjrzeć przez okno. Skręcało mnie w żołądku, bo nie mogłem mu pokazać jak bardzo go kocham, dać odczuć mu swoje ciepło, dotknąć jego gładkiej jak atłas skóry. Ale byłem pewien, że on dobrze wiedział co do niego czułem.
Trzasnęły drzwi i obaj spojrzeliśmy w stronę domu. W naszym kierunku szła mama Pawła, niosąc paterę z przeróżnymi ciastami własnego wypieku.
-Chłopcy, przyniosłam wam trochę ciasta na spróbowanie.-powiedziała stawiając paterę na stole.-Piekłam je dla siostry z Wrocławia, ale nie przyjechała po odbiór, więc szkoda, żeby się zmarnowało.-
-Dziękujemy ślicznie, uwielbiam pani wypieki.-powiedziałem z uśmiechem.
-Jesteś bardzo miły, Karolu.-uśmiechnęła się do mnie wesoło.-Gdybyś kiedyś organizował urodziny, to zawsze możesz się do mnie zwrócić, chętnie upiekę ci jakieś ciasta lub tort.-
-Dziękuję bardzo, nie omieszkam poprosić.-powiedziałem częstując się kawałkiem wybornego sernika.-Mmm, niebo w gębie, jest pani prawdziwą mistrzynią ciast.-
-To bardzo miłe, ale słyszałam, że ty też nieźle sobie radzisz z pieczeniem ciast i ogólnie w kuchni.-
-E, tam, tylko ciastka i takie drobne rzeczy potrafię upiec.-zawstydziłem się, domyślając się, że Paweł już powiedział mamie o naszej ciasteczkowej imprezie sprzed kilku tygodni.
-Ale podobno nieźle gotujesz.-
-Nauczyłem się, od lat robiłem obiady dla siebie i brata.-odpowiedziałem nieśmiało.-A przy okazji odkryłem, że jestem w tym niezły i lubię to robić.-
-Pewnego dnia będziesz niezłą partią dla jakiejś panienki, Karolu.-pani Klara, bo tak miała na imię, zaśmiała się szczerze.-Mężczyzna znający się na kuchni to prawdziwy skarb.-
Ponownie się zawstydziłem, a w duszy pomyślałem, że niestety żadna "panienka" nie będzie miała okazji być niezłą partią dla mnie. Mama Pawła potarmosiła moje włosy i powiedziała, śmiejąc się.
-Już się tak nie rumień, Karolku, pewnie masz w szkole wiele wielbicielek.-
-Emm, no nie wiem, nie zauważyłem niczego takiego.-
-Nie bądź taki skromny, taki przystojniak jak ty na pewno ma wokół siebie wianuszek wielbicielek.-
-Może, nigdy nie zwracałem uwagi na wielbicielki, nie uważam się za kogoś wyjątkowego.-
-No tak, skromność przede wszystkim, cały Karolek.-zaśmiała się znowu wesoło.-Chłopcy, dacie sobie radę sami przez kilka godzinek? Chciałam skoczyć do przyjaciółki do miasta i jeszcze na zakupy.-
-Jasne mamo.-powiedział Paweł.-Zajmę się Karolem odpowiednio.-mówiąc to, zerknął na mnie ukradkiem i zobaczyłem dziki błysk w jego oku.
-Proszę się nie martwić, nie zdemolujemy ogrodu i nie zjemy wszystkich czereśni, obiecuję.-powiedziałem, wciąż mając przed oczami napalone spojrzenie Pawła.
-Dobrze, chłopcy, to otwórzcie mi tylko bramę i zamknijcie, jak wyjadę.-
-Oczywiście.-odpowiedzieliśmy chórem i natychmiast wstaliśmy z foteli. Pani Klara poszła w stronę garażu, znajdującego się w głębi podwórza, a my udaliśmy się do bramy, którą otwarliśmy szeroko. Usłyszeliśmy dźwięk odpalanego silnika i po chwili przez bramę wyjeżdżał już Peugeot z mamą Pawła za kierownicą. Pomachała nam na pożegnanie z uśmiechem i ruszyła z asfaltowego podjazdu z piskiem opon. Popatrzyłem za nią z podziwem, zdecydowanie nie pasowała do powszechnie przyjętego szablonu "baby za kierownicą", była bardzo dobrym kierowcą.
Zamknęliśmy bramę i wróciliśmy do stolika, odganiając znad ciasta kilka os, które przyleciały zwabione zapachem słodyczy. Usiadłem w swoim fotelu, ale Paweł nie siadał. Podszedł do mnie i usiadł mi na kolanach, obejmując ramieniem moją szyję.
-W końcu jesteśmy sami, moja myszko.-jego wargi delikatnie musnęły mój policzek, na co uniosłem głowę i pocałowałem go prosto w usta. Wsunąłem języczek pomiędzy jego uchylone wargi, zaczął go ssać delikatnie. Położył dłoń na mojej klatce piersiowej i głaskał mnie czule, powoli schodząc coraz niżej. Kiedy jego ręka była już na moim brzuchu, przerwałem pocałunek i spojrzałem na niego zalotnie.
-Czyżbyś miał ochotę na małe pieszczoty na łonie natury?-
-Mhm.-mruknął cicho.-A nawet nie na takie małe.-
-Już się boję.-zamruczałem jak kot.
-Bój się, nie dam ci spokoju, dopóki mama nie wróci.-
-Oj, zapowiada się na prawdę interesujący dzień.-szepnąłem.-A nikt nas tu nie zobaczy? Lepiej, żeby jakiś sąsiad nie przekazał mamie, jak to słodko się zabawiasz z pewnym kolegą, kiedy jej nie ma.-
-Spokojnie, mur wokół ogrodu jest na tyle wysoki, że nikt nas nie zobaczy, a wszystkie domy w sąsiedztwie są parterowe.-
-Uspokoiłeś mnie.-powiedziałem i wróciłem do całowania, dyskretnie kładąc rękę na jego udzie. Mruknął słodko, a jego dłoń przesunęła się jeszcze niżej w dół mojego brzucha. Poczułem znów to charakterystyczne łaskotanie i ciepło w żołądku,a w spodenkach czułem rosnącą erekcję. Bardzo powoli wsunąłem dłoń w nogawkę spodenek mojego ukochanego i przemieściłem ją wyżej pod cienkim materiałem. Dotknąłem jego krocza i poczułem, że jego członek był już w pełnej gotowości. Jęknął cicho i wsunął rękę pod moje spodenki, dotykając delikatnie mojego podbrzusza-
-Czuję, że znowu gładko ogolony.-mruknął, przerywając pocałunek i nie dając mi odpowiedzieć, ponownie wpił się w moje usta. Pogłaskałem jego jądra i poczułem, że przystrzygł sobie włoski.
-Mmm, czyżbyś pozbył się zbędnego owłosienia?-powiedziałem, odrywając się od jego ust na chwilkę.
-Stwierdziłem, że futro jest mało estetyczne, teraz czuję się zdecydowanie bardziej swobodnie.-odpowiedział i znowu rzucił się na moje wargi, całując je namiętnie.
Przesunąłem rękę wyżej i z zadowoleniem stwierdziłem, że pozostałego owłosienia również się pozbył, skracając je maksymalnie, prawdopodobnie nożyczkami. Pieściłem delikatnie jego jądra i podstawę penisa, wywołując u niego serię jęków i stęknięć. Przerwał pocałunek i oparł czoło o moje czoło.

-Chodźmy do altany, tam jest koc.-wyszeptał podniecony i wstał z moich kolan. Złapał mnie za rękę i poprowadził do drewnianej altany, stojącej trochę dalej w głębi ogrodu. Usiedliśmy na kocu, rozłożonym w altance i wróciliśmy do całowania. Naparłem delikatnie na jego ciało, popychając go na plecy i zawisłem nad nim, opierając się na rękach. Wczepiłem się w jego usta, całując je namiętnie, a biodrami wsunąłem się między jego rozchylone uda. Czułem jego podniecenie przez spodenki, jego członek był twardy i napięty, ocierał się spodem o mojego. Podniosłem się i zacząłem zdejmować mu spodenki. Uniósł biodra aby ułatwić mi zadanie, więc szybko uporałem się z jedyną częścią jego garderoby. Jego uwolniony penis wyskoczył jak sprężyna i pacnął go w brzuch. Patrzyłem jak urzeczony na jego naprężoną męskość i czułem jak moje spodenki robią się zbyt ciasne. Paweł chwycił moje spodenki i ściągnął je szybkim ruchem, wypuszczając na wolność mojego nabrzmiałego członka. Dotknął go i pogłaskał, delikatnym ruchem ściągając napletek z żołędzia, nie odrywając od niego oczu.
-Chcę go poczuć w sobie.- wyszeptał, a ja spojrzałem na niego przerażony.
-Paweł, nie jestem pewien, czy to jest dobry pomysł.-powiedziałem, kręcąc głową.-Nie śpieszmy się z tym. Poz tym nie jesteśmy przygotowani, nie mamy prezerwatyw...-
-Fakt, nie mamy.-spuścił smutno głowę. Chwyciłem go za brodę i uniosłem jego piękną twarz, złożyłem na jego cudownych ustach gorący pocałunek. Cofnąłem się, patrząc w jego śliczne oczy.
-Kochanie, nie ważne czy to zrobimy, czy nie.-powiedziałem do niego najłagodniej jak potrafiłem.-Ja i tak cię kocham, bez względu na wszystko.-
-Ja ciebie też kocham, ale bardzo chciałem spróbować.-powiedział smutno.
-Ja kiedyś spróbowałem i możesz mi wierzyć, że to nie jest takie przyjemne jak ci się zdaje.-pogłaskałem go po policzku.-Szczerze mówiąc, nie podobało mi się wcale.-
-Rozumiem, skoro nie chcesz to nie musimy tego robić.-
-Nie, to nie tak, że nie chcę.-pokręciłem energicznie głową.-Po prostu nie chcę sprawić ci bólu, a to boli, uwierz mi.-
-Wierzę ci.-pocałował mnie i dotknął mojego penisa, który cały czas był w pełnej gotowości. Napiąłem mięśnie i jęknąłem cicho, czując wielką przyjemność spowodowaną dotykiem jego dłoni. Teraz on popchnął mnie na plecy i zaczął całować mój brzuch, powoli schodząc coraz niżej. Dotknął wargami mojego penisa i muskał go delikatnie ustami i języczkiem, drażniąc odsłoniętą główkę. Chwycił go mocno w dłoń i pocałował w sam czubek żołędzia. Syknąłem z rozkoszy i przygryzłem dolną wargę. Paweł patrzył na mnie, obserwując moje reakcje i całował namiętnie główkę mojego penisa. Oderwał się na chwilę i oblizał wargi.
Scena w altanie

-Dobrze ci?-zapytał uśmiechając się nieśmiało.
-Wspaniale, kochany.-pogłaskałem go po policzku. Poczułem jak jego sterczący członek ociera się o moje stopy, zacząłem go nimi drażnić, ściskać palcami odsłonięty żołądź. Mój cudowny chłopak przymknął oczy i westchnął cicho, po czym ścisnął mocno mojego penisa i wziął go do buzi. Czułem jak go ssie, rozkosz rozlewała się po moim ciele. Moje stopy coraz mocniej pieściły jego męskość, ale postanowiłem odwzajemnić mu się w taki sam sposób. Chwyciłem go za biodra i przyciągnąłem je w stronę swojej twarzy, jego penis starczał na wprost mojej twarzy. Złapałem go w rękę i zacząłem lizać czubek i krawędź żołędzia, co wywołało u Pawła serię jęków i skurczów mięśni. Później objąłem go wargami i zacząłem ssać namiętnie, skupiając się na sprawieniu mu największej przyjemności. Poczułem, że on robi dokładnie to samo, zaczął intensywnie ssać mojego członka, połykał go coraz głębiej. Zadrżałem kiedy poczułem, jak wchodzi cały do jego przełyku a jego wysunięty język dotyka moich jąder. Próbowałem zrobić to samo z jego penisem, w końcu udało się i poczułem go głęboko w gardle. Jednak zadławiłem się nim delikatnie, więc ponownie zacząłem ssać go nieco płycej. Nasze ciała drżały z rozkoszy, spocone, wydzielając charakterystyczny, podniecający zapach. Poczułem lekkie ukłucia zbliżającego się orgazmu w główce członka, chciałem na chwilę przerwać i ostrzec mojego księcia. Ale nie zdążyłem, w momencie kiedy wyjąłem jego penisa z ust, ten trysnął mi w twarz gęstą, klejącą cieczą. Czułem jak Paweł drży całym ciałem, jego pośladki napinały się, a z główki członka wciąż strzelały kolejne porcje nasienia, prosto na moją twarz. Zamknąłem oczy i czekałem, aż jego wytrysk się skończy. Po chwili otworzyłem oczy i zlizałem resztki spermy z jego nabrzmiałego członka. Czułem, że jestem coraz bliżej, moje nogi i pośladki napinały się samoczynnie, nagle orgazm eksplodował w dolnej części mojego brzucha i wystrzeliłem w ustach mojego chłopaka. Jęknąłem głośno, moje ciało drżało. Łaskotanie w członku zaczęło słabnąć, Paweł wyjął go z ust i zaczął łapczywie oblizywać mu główkę. Spojrzał na moją twarz, całą pokrytą jego spermą, puścił mojego penisa i złapał mnie za rękę. Przyciągnął mnie energicznie do siebie i zaczął całować moją twarz, zbierając z niej swoje nasienie. Potem namiętnie wessał się w moje usta, czułem na jego języku smak spermy. Przerwał i spojrzał mi w oczy.
-Kocham cię-powiedział. Jego wargi drżały, oddychał szybko z wysiłku.
-Kocham cię, kocie.-wydyszałem i pocałowałem go w policzek.
-Chodźmy do domu, weźmiemy prysznic.-
-Dobrze, kochanie.-podniosłem się z koca i założyłem spodenki. Paweł zrobił to samo i wyszliśmy z altanki, zabierając koc ze sobą. Mój seksowny chłopak złapał mnie za rękę, pocałował mnie w policzek i szepnął mi do ucha.
-Wiesz co...-
-Co, kochanie?-spojrzałem na niego czule.
-Twoja smakuje lepiej.-wyszczerzył ząbki i popchnął mnie lekko biodrem. Zaśmiałem się i ścisnąłem jego dłoń.
-Zboczeniec!-powiedziałem z udawanym wyrzutem i pocałowałem go w policzek.
Poszliśmy w stronę domu, trzymając się za ręce i popychając się biodrami. Czekał nas jeszcze prysznic, a nigdy nie wiadomo, co mogło się pod nim wydarzyć.
                                                                   *****

11 komentarzy:

  1. zboczeniec i jeden i drugi, dopełniają się ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. już Ci to pisałem... ale jeszcze taz napisze, zajebiście piszesz *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już to pisałem, ale...dziękuję ^^

      Usuń
  3. Nie wiem czy jest sens, abym Ci komentowała tego bloga, bo w każdym komentarzu jest praktycznie to samo .. : że bardzo mi się podoba, że opowiadanie jest genialne, itd .. A co do tego rozdziału, to nie jestem w stanie nic innego napisać. Po prostu jest świetny
    Sylwia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, postaram się, żeby następny był jeszcze lepszy :3

      Usuń
  4. Jejku, uwielbiam Twoje opowiadanie! piszesz w taki lekki sposób, bardzo mi się to podoba. Ciągle zaglądam tu, żeby zobaczyć czy jest coś nowego, uzależniłam się ;p Karol i Paweł...ehh oni są tacy wspaniali, po prostu para idealna ^^ czekam na następny rozdział (bo ten jest niesamowity!) i życzę weny :) ~Sandra ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, następny rozdział dopiero za kilka dni,muszę trochę odpocząć :) Ale nie zawiodę,już zacząłem pisać :3

      Usuń
  5. zawsze chciałam być gejem... a teraz chcę tego jeszcze bardziej !! :) ogólnie pochłonęłam dziś całe twoje opowiadanie i uwielbiam je ! :D czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że dojdzie w nim do "czegoś" więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, następny rozdział na dniach. Nie wiem, czy będziesz nim usatysfakcjonowana, ale jeszcze nie jeden rozdział przed nami ;)

      Usuń
  6. Jesteś niesamowity <3/A.

    OdpowiedzUsuń