Rozdział 19- Dwa razy "D"

-To tamten dom.- Dawid wskazał ogrodzony budynek z garażem i ładnie utrzymanym ogrodem dookoła.
Tak jak obiecałem, poszliśmy sprawdzić, co u przyjaciela mojego brata. Wybraliśmy się całą piątką, Robert i Damian również poszli z nami.
W ogrodzie stała kobieta w średnim wieku, przypuszczalnie mama młodszego Dawida. Miała czarne włosy, co potwierdzało ich pokrewieństwo. Podeszliśmy do metalowej siatki, ogradzającej posesję.
-Przepraszam.- zawołał Dawid. -Czy pani jest mamą Dawida?-
Kobieta odwróciła głowę w naszą stronę i przerwała wykonywaną czynność, jaką było karmienie rybek w oczku wodnym. Była niezwykle podobna do nieśmiałego chłopca, więc nie mieliśmy już żadnych wątpliwości, że jest jego mamą.
-Tak, jestem jego mamą.- odpowiedziała. -Ale Dawida nie ma.-
-Martwimy się o niego, nie odbiera telefonu i nie odpisuje.- wyjaśnił młody.
Kobieta popatrzyła na niego, potem na mnie i Pawła. Wyglądała na wystraszoną i smutną.
-Jesteście kolegami Dawida?-
-Tak, chodzimy razem na gitarę do domu kultury.- wyjaśnił Dawid.
-A ja prowadzę te zajęcia.- dodałem i przywitałem się.
Mama czarnowłosego spojrzała na mnie i uśmiechnęła się smutno.
-Niestety, Dawida nie ma w tej chwili w domu.-
-A kiedy wróci?- młody nie dawał za wygraną. -I dla czego nie odpowiada na esemesy i nie odbiera telefonu?-
Kobieta zagryzła wargi i zapatrzyła się szklistym wzrokiem na mojego brata.
-Wejdźcie, chłopcy.- powiedziała po chwili. -Muszę wam o czymś powiedzieć.-
Podeszła do bramy i wpuściła nas na teren ogrodu. Rozejrzałem się trochę po otoczeniu. Nie stwierdziłem samochodu na placu, garaż też był pusty, co zobaczyłem przez otwarty wjazd. Mama Dawida miała niewyraźną minę, jakby miała nam do przekazania złe wiadomości.
-Słuchajcie.- zaczęła nieśmiało. -Dawid jest w szpitalu, dla tego nie odbiera telefonów.-
Młody wyglądał na wstrząśniętego jej słowami.
-W szpitalu?- wydusił. -Jak to? Co mu jest?-
-Próbował popełnić samobójstwo, połknął jakieś tabletki.-
Dawid zbladł i oparł się o skrzydło bramy. Wszyscy byliśmy wstrząśnięci.
-J-jak to?!- wykrztusił. -Dla czego to zrobił?!-
Kobieta otarła łzy i oznajmiła:
-Jego ojczym...nie dogadują się z moim mężem, pokłócili się...- załkała. -Potem, w nocy, Dawid poszedł do łazienki i połknął dużą ilość tabletek. Boże...- jęknęła. -...dobrze, że wtedy wstałam, bo do rana byłoby już po nim.-
Skuliła się i zapłakała. Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu.
-Proszę nie płakać, to nie pomoże.- powiedziałem smutno. -Niech nam pani powie, w którym szpitalu jest Dawid?-
Kobieta odetchnęła głęboko kilka razy i uspokoiła się.
-W klinicznym, tam jest najlepsza opieka.-
-Pojedziemy tam natychmiast.- powiedziałem. -Zobaczymy jak się czuje.-
-On jest nieprzytomny, od dwóch dni jest w śpiączce.- mama smutnego chłopca patrzyła mi w oczy. -Nie porozmawia z wami.-
-Tak czy inaczej, pojedziemy.- zadecydowałem.
-Musimy pojechać.- powiedział Dawid. -To mój przyjaciel.-
Kobieta pokiwała głową.
-Jedźcie i zadzwońcie do mnie później.- podała mi numer telefonu. -Powiedzcie mi, jak on się czuje.-
Zapisałem jej numer i obiecałem, że zaraz po powrocie skontaktuję się z nią telefonicznie.
Wyszliśmy z posesji i udaliśmy się w stronę przystanku autobusowego.
Damian stwierdził, że nie pojedzie z nami, ponieważ i tak nie wpuszczą tylu osób do pacjenta na intensywnej terapii. Umówiliśmy się na następny dzień.
Podjechał nasz autobus, wsiedliśmy i ruszyliśmy do szpitala, pełni obaw o zdrowie Czarnowłosego, smutnego Dawida.


****************************************************************************


Nie byłem gotowy na widok, jaki zastałem, po wejściu do izolatki, w której leżał Dawid. Mimo tego, że sam spędziłem w szpitalach i klinikach sporo czasu, walcząc ze swoją chorobą, widok tego niewinnego, szczupłego chłopca, podpiętego pod monitor wyświetlający jego funkcje życiowe, z maską tlenową na twarzy i wenflonem w wbitym w żyłę na zgięciu lewej ręki, wstrząsnął mną mocno. Dziękowałem w duchu lekarzom, którzy zezwolili wejść tylko mnie do sali. Lepiej, że mój brat nie widział go w tym stanie.
Skóra czarnowłosego była blada, niemal sina, oczy miał niedomknięte, jakby obserwował mnie zza półotwartych powiek. Ale jego wzrok był pusty, niewidzący. Małe, chude ramiona leżały bezwładnie na białej pościeli, jakby nie było w nich ani odrobiny życia. Pochyliłem się nad jego nieruchomym ciałem i chwyciłem jego zimną, nieruchomą dłoń. Z trudem powstrzymywałem łzy.
-Czemu to zrobiłeś?- szepnąłem. -Kto cię skrzywdził?-
Ale nie oczekiwałem odpowiedzi, znałem ją. To jego przybrany ojciec, to była jego wina, że ten wrażliwy chłopak leżał tu, nie dając znaku życia.
Ścisnąłem lekko jego dłoń i pogłaskałem go po lodowatym czole.
-Wracaj szybko do zdrowia.- Powiedziałem cicho. -Wpadnę tu jutro z Dawidem. Trzymaj się.-
Wyszedłem na korytarz, gdzie młody, Paweł i Robert czekali na mnie, siedząc na krzesełkach, stojących pod ścianą. Dawid poderwał się i podszedł do mnie.
-I jak on się czuje?- zapytał z nadzieją. Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć.
-Jest nieprzytomny, nie reagował na mnie.-
-Chcę tam wejść.- nalegał młody, ale odradziłem mu to stanowczo.
-To nie jest dobry pomysł. Lepiej będzie, jak nie będziesz go oglądał w takim stanie. W każdym razie nie dzisiaj.-
Dawid spuścił głowę i przytaknął. Paweł patrzył na nas, pokiwał głową, przyznając mi rację. Złapałem młodego za łokieć i skierowałem w stronę wyjścia z oddziału. Robert i mój piękny ruszyli za nami.
-Przyjedziemy tu jutro, wejdziesz do Dawida.- powiedziałem do brata. Pokiwał smutno głowa i pozwolił się wyprowadzić ze szpitala. Po drodze zadzwoniłem do mamy czarnowłosego i poinformowałem ją o jego stanie.
Wróciliśmy do domu w milczeniu, nikt nie miał ochoty na rozmowę i dzielenie się wrażeniami po naszym pobycie nad morzem. Również w ciszy, bez apetytu, zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać.


****************************************************************************


Następnego dnia pojechaliśmy do szpitala we dwójkę z bratem, Paweł został w domu, ponieważ stwierdził, że lekarze mogą się zgodzić na odwiedziny dwóch osób jednocześnie, ale na trzy nie wyrażą raczej zgody. Robert dodzwonił się do swojej babci i pojechał do niej, aby, jak stwierdził, nie siedzieć u nas jak piąte koło u wozu.
I Paweł znowu nie mylił się, ubłagałem dyżurującego lekarza o wpuszczenie mnie razem z młodym do Dawida. Chłopiec leżał nieruchomo w takiej samej pozycji, w jakiej widziałem go wczoraj. Zdawał się być bardziej rumiany na twarzy, jakby jego stan delikatnie się poprawiał. Jednak wciąż nie reagował na naszą obecność, jak twierdził lekarz, nadal znajdował się w stanie śpiączki. I faktycznie, jego stan poprawiał się, choć nikt nie potrafił określić, kiedy się wybudzi. Wszyscy mieli nadzieję, że nastąpi to wkrótce.
Dawid patrzył na leżącego czarnowłosego chłopca ze smutkiem. Usiadł na taborecie obok jego łóżka i złapał go za rękę.
-Szkoda, że nie możesz powiedzieć, co się stało.- powiedział do niego. -Pomożemy ci, pamiętaj.-
-Nie wiem, czy on cię słyszy.- powiedziałem cicho do brata. -Ale mów do niego.-
Młody pochylił się do ucha nieprzytomnego chłopca i zaczął szeptać mu coś do ucha. Nagle monitor umieszczony przy jego łóżku zapiszczał. Dawid podniósł głowę, zaskoczony i spojrzał na mnie.
-Co się dzieje?!-
-Nie mam pojęcia, może coś złego.- powiedziałem ze strachem. -Trzeba zawołać lekarza.-
Wybiegłem z sali i biegiem ruszyłem do dyżurki pielęgniarek. Poinformowałem jedną z nich, że coś się dzieje z naszym przyjacielem. Natychmiast wezwała lekarza i po chwili wyproszono mojego brata z sali młodszego Dawida. Jednak lekarz wyszedł po niedługim czasie z sali z dość zadowoloną miną.
-Wasz przyjaciel czuje się chyba lepiej.- powiedział z lekkim uśmiechem. -Wciąż jest nieprzytomny, ale wygląda na to, że reaguje na waszą obecność, jego tętno wzrosło a mózg wykazuje oznaki aktywności.-
-Możemy do niego wejść?- zapytałem.
-Oczywiście.- powiedział lekarz. -Myślę, że to mu dobrze zrobi. Mówcie do niego, on najwyraźniej słyszy i rozumie, co się do niego mówi. Przypuszczam, że to z waszej przyczyny jego stan się poprawił.-
Wpuścił nas do chorego i zamknął za nami drzwi. Spojrzałem na brata i zapytałem:
-Co mu powiedziałeś? To chyba ty sprawiłeś, że lepiej się poczuł?-
Dawid uśmiechnął się pod nosem i odparł:
-Coś miłego.-
Pokręciłem głową z uznaniem i poklepałem go po ramieniu.
-Mów do niego takie rzeczy, chyba to pomaga.-
Młody kiwnął głową i ponownie usiadł przy chorym, chwycił jego rękę i pochylił się do jego ucha. Nie mam pojęcia, co mu szeptał, ale zauważyłem, że twarz chłopca nabrała rumieńców a jego gałki oczne zaczęły się poruszać pod powiekami. Młody odwrócił uśmiechniętą twarz w moją stronę.
-Ścisnął moją rękę...-powiedział cicho.-...bardzo lekko, ale czułem to wyraźnie!-
Zamknąłem oczy i poczułem ulgę. Czułem, że wszystko będzie dobrze. Młody odwrócił się do Dawida i powiedział:
-Musimy już iść, ale przyjdziemy do ciebie jutro.-
Znowu odwrócił się do mnie.
-Teraz też ścisnął mi rękę!-
Pokręciłem głową z niedowierzaniem.
-Lekarz miał rację, on chyba reaguje na to, co do niego mówisz.-
Dawid pochylił się znowu nad uchem czarnowłosego i szepnął mu coś do ucha. Kolorowe wykresy krzywych na monitorze skoczyły w górę, ożywiły się. Młody ostatni raz ścisnął dłoń nieprzytomnego i wstał z delikatnym uśmiechem.
-Chodźmy do domu.- powiedział. -Niech odpoczywa, jutro tu wrócimy.-
Złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę drzwi.
-Co mu powiedziałeś?- zapytałem.
-Obiecałem mu coś.- Dawid uśmiechnął się ciepło. -Ale to tajemnica.-


***********************************************************************


Obudził mnie dzwonek telefonu. Oprzytomniałem natychmiast i odebrałem.
-Słucham?-
-Tu mama Dawida- usłyszałem kobiecy głos w słuchawce. -Chłopcy, możecie przyjechać do szpitala?-
Mówiła podekscytowanym głosem, nie byłem pewien, czy stało się coś złego czy też dobrego.
-Oczywiście, a co się stało?-
-Dzwonił do mnie lekarz ze szpitala.- powiedziała. -Podobno Dawid może się obudzić w każdej chwili. Doktor mówił, że poruszał się dziś w nocy, pielęgniarka coś zauważyła.-
Zerwałem się na równe nogi, prawie zrzucając Pawła z łóżka, podszedłem do legowiska Dawida i rąbnąłem kopniaka w oparcie. Młody obudził się i patrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-Już jedziemy, tylko zabiorę brata i biegniemy na autobus.- rzuciłem, w biegu wyjmując z szuflady koszulkę i czyste skarpety. Mama czarnowłosego krótko powiedziała, że będzie na nas czekać w szpitalu i rozłączyła się.
Rzuciłem telefon na łóżko i powiedziałem głośno:
-Wstawać, jedziemy do szpitala, wszyscy!-
Paweł wstał bez słowa i zaczął się ubierać, ale młody nie doszedł jeszcze do siebie.
-Co się dzieje?- wymamrotał nieprzytomnie. -Dawidowi się pogorszyło?-
-Chyba raczej odwrotnie, ale nie dowiemy się, jak nie pojedziemy.-
Dawid zerwał się i próbował wstać,ale zaplątał się w koc i wypadł z łóżka, w ostatniej chwili ratując się ręką przed zaryciem twarzą w podłogę. Uniosłem oczy do sufitu i westchnąłem.
-Tak, jeszcze ty sobie rozwal łeb, to będziemy mieli dwa powody, żeby jechać do szpitala.-
Młody pozbierał się z podłogi i powiedział ze śmiechem:
-Nie bój żaby, brat. Mam twardy łeb.-
Szybko poradziliśmy sobie z poranną toaletą, ubraliśmy się i popędziliśmy na autobus. Szybko dotarliśmy do szpitala, tym razem lekarz bez problemu wpuścił nas wszystkich do izolatki i zostawił nas z chorym i jego matką.
Przywitaliśmy się z mamą Dawida i podeszliśmy do łóżka.
-Cieszę się, że przyjechaliście.- uśmiechnęła się do nas. -Dawid ruszał ręką, sama to widziałam!-
Jej twarz promieniała, jakby otrzymała od losu najwspanialszy podarunek.
-To wspaniale.- ucieszyłem się. -Wczoraj ścisnął rękę młodemu, byłem przy tym.-
Mama Dawida popatrzyła na mojego brata i uśmiechnęła się do niego.
-Chyba masz na mojego syna dobry wpływ, lekarz coś wspominał.- położyła dłoń na ramieniu mojego brata. -Dobrze, że ma takich przyjaciół jak wy.-
Dawid zawstydził się i spuścił skromnie oczy, ale kobieta przyciągnęła go do siebie i przytuliła. Młody był nieco wyższy od niej, więc ugiął nieco nogi i pozwolił się przygarnąć do ramienia mamie przyjaciela. Potargała mu włosy i puściła go, wciąż patrząc w jego zaczerwienioną twarz.
-Dobrze, chłopcy.- powiedziała po chwili. - Mogę was zostawić z moim dzieckiem? Zejdę na dół, napić się kawy, bo jeszcze się nie obudziłam.-
Na dźwięk słowa "kawa" poczułem, że jestem ledwie żywy. Młody spojrzał na mnie i widząc moje spragnione czarnego napoju spojrzenie, zapytał:
-Właściwie to...czy mogę zostać z Dawidem sam?-
-Myślę, że tak.- zgodziłem się. -My też napijemy się kawy, bo rano nie zdążyliśmy.-
Mama Dawida również nie miała nic przeciwko, więc młody ucieszył się bardzo.
-Coś wczoraj obiecałem Dawidowi, dla tego chciałbym przez chwilę zostać z nim sam na sam.- wyjaśnił. Nie dociekaliśmy, co takiego obiecał mój brat czarnowłosemu, pragnienie kofeiny zmusiło nas do opuszczenia izolatki i udania się do szpitalnego sklepiku, który był również kawiarenką.


***********************************************************************

Po wypiciu kawy wróciliśmy pod izolatkę, gdzie nadal przebywało dwóch Dawidów. Zastanawiałem się, co mój brat miał do powiedzenia nieprzytomnemu chłopakowi. Ale nie byłem na tyle ciekawski, żeby wejść do sali i przekonać się na własne oczy.

Po upływie około pół godziny drzwi otworzyły się i stanął w nich młody, z dziwnym uśmiechem pocierając usta wierzchem dłoni.
-Obudził się.- powiedział i odsunął się, zachęcając nas do wejścia.
Mama Dawida poderwała się z miejsca i wbiegła do sali, a zaraz za nią ja z Pawłem. Czarnowłosy chłopiec, już bez maski tlenowej, choć osłabiony i zmizerniały,leżał z otwartymi oczami, które odwrócił w stronę wchodzącej matki.
-Cześć, mamo.- powiedział cicho i uśmiechnął się delikatnie. Kobieta podeszła do jego łóżka i drżącymi rękoma przytuliła jego wątłe ciało. Dopiero teraz widać było, jak bardzo są do siebie podobni. Chłopiec odziedziczył delikatną urodę matki i jej czarne włosy i oczy. Zastanawiałem się nad ich pokrewieństwem z Pawłem, ponieważ mój chłopak również posiadał podobny typ urody. Ale to nie był moment na rozstrzyganie zagadki pochodzenia obcych sobie najwyraźniej ludzi. Była to wyczekiwana chwila szczęścia, która wszystkim nam roztopiła serca.
Kiedy kobieta odsunęła się od chorego, podszedłem do niego z Pawłem złapałem jego, już ciepła i pełną życia, dłoń.
-Witaj znowu w świecie jasności.- uścisnąłem delikatnie jego drobną rękę, co odwzajemnił i uśmiechnął się do mnie.
-Takiego komitetu powitalnego się nie spodziewałem.- powiedział słabym głosem, ale wyczułem w nim nutkę szczęścia.
-Lubimy robić niespodzianki.- zażartowałem i zaśmiałem się. W oczach czarnowłosego chłopca zobaczyłem łzy.
-To najmilsza niespodzianka, jaka mnie spotkała.- wyszeptał i zapytał. -Zawołasz tu jeszcze brata? Chcę mu podziękować za...za to, że, dotrzymując słowa, zaskoczył mnie bardziej, niż wy wszyscy.-
Ostatni raz uścisnąłem jego rękę i zawołałem młodego. Wszedł do sali, cały zarumieniony na twarzy, z lekkim uśmiechem na ustach.
-Zostawicie nas na chwilkę samych?- poprosił nasz nowo odzyskany przyjaciel. Nie mogliśmy odmówić, wyszliśmy na korytarz, zostawiając dwóch Dawidów w sali.  
Nie czekaliśmy długo, po kilkunastu minutach uśmiechnięty Dawid wyszedł z izolatki chorego i powiedział:
-Chodźmy do domu, on teraz musi odpocząć.-
Zastanawiało mnie szczęście, które malowało się na twarzy mojego brata, ale nie dopytywałem o szczegóły. Mama czarnowłosego zaproponowała nam podwiezienie do domu, z czego chętnie skorzystaliśmy. Pożegnaliśmy ją pod blokiem i wróciliśmy do mieszkania. Cały czas zachodziłem w głowę, co takiego obiecał naszemu młodemu przyjacielowi mój brat, w końcu nie wytrzymałem i zapytałem go o to. Uśmiechnął się lekko i oblizał usta.
-Kiedyś wam powiem, jak będę miał pewność, co z tego wyniknie.- powiedział tajemniczo. -Ale jeszcze nie teraz...

19 komentarzy:

  1. Mam ochotę udusić Cię za te chwile napięcia i niepewności które budujesz !! Rozdział nieziemski, wiem że dopiero go dodałeś ale ... kiedy next? :D
    Sylwia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz od mojej ulubionej czytelniczki, dziękuję bardzo :3 Lubię budować takie napięcie, wtedy całość jest ciekawsza i bardziej wciąga :) A następny gdzieś w połowie następnego tygodnia, teraz zajmę się rozdziałem "Krwawych żniw".

      Usuń
    2. No tak, bo teraz mój ulubiony autor ma do ogarnięcia dwa blogi ;D Pozostaje mi cierpliwie czekać na dalsze rozdziały. Wiem, że warto bo mnie nie rozczarujesz ;33
      Sylwia.

      Usuń
  2. Sylwia ma rację. Trzeba Cię udusić. Albo nie, bo kto by pisał takie opowiadania? Cieszę się, że jesteś w stanie ogarnąć oba opowiadania. Czemu nie jesteś moim bratem ;) Cholera, kocham Cię...

    I dzięki za dodanie do kręgów :)

    Buźka :*

    Love, Lana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie duście, litości XD Ciekawe, czemu chcesz, żebym był Twoim bratem ;)

      Usuń
  3. Żal... Negatywnych komentarzy nie zatwierdzasz -.- żałosny jesteś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatwierdzam, o ile je zauważę, lub system nie zaliczy ich do spamu.

      Usuń
    2. Poza tym...zalecam uważnie czytać to, co pisałem na temat komentarzy. Nie będę zamieszczał komentarzy nie podpisanych, anonimowych, bez względu na ich treść.
      Tymczasowo jestem pobłażliwy, ale wkrótce zacznę egzekwować i usunę wszystkie nie podpisane komentarze.

      Usuń
  4. Dlatego* Dlaczego* drażnią mnie te błędy, te słowa pisze się razem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według informacji, które posiadam, obie formy są poprawne, formą starszą jest pisanie osobno, a obecnie częściej stosuje się nowszą, młodzieżową formę, pisząc dwa słowa razem :)

      Usuń
  5. Pytanie... Proszę Cię, jestem yaoistką. Myślę, że rodzeństwo yaoistów dogadywało by się w miarę dobrze. Z Twoją pomocą miałabym same piątki z wypracowań. Albo byś mi pomógł w pisaniu opowiadań. Mi jakoś nie idzie (brak talentu, bo nie jestem Twoją siostrą)... No i mogłabym Cię bezkarnie dusić ;)

    Marzenia...

    Lana

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę pomożesz? O matko i córko elektryczna na baterie R20! Jak się z Tobą skontaktować???

    Lana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że najprościej będzie się ze mną skontaktować drogą poczty e-mail :) mysza1593@gmail.com

      Usuń
  7. nie wiem jak Ci dziękować. Karoru - mój mistrz!!!!

    Lana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzajmy, jak mawiają ogrodnicy ;)

      Usuń
  8. Ja chcę nowy rozdziaaaaaaaaaaaał! *le behaving like a spoiled girl*
    Powodzenia w pisaniu nowego bloga! <3 Szczerze to już się bałam, że nie wrócisz do pisania tego bloga. Cieszę się, że się myliłam! :3
    Weny życzę!
    //Jeff XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogłem porzucić tego bloga, mam do niego osobisty sentyment. Dziękuję i zapraszam na ciąg dalszy :)

      Usuń
  9. Wspaniale piszesz Braciszku ♥ Tak jak napisałeś, te chwile napięcia powodują że bardziej się wciągam w czytanie. Dobra robota!

    Siostra ;)

    OdpowiedzUsuń